
Dotychczas urlopowałam wyłącznie w sezonie letnim. W tym roku postanowiłam jednak regenerować siły raz na kwartał. Powszechnie uznawany za ponury i depresyjny miesiąc listopad okazał się strzałem w dziesiątkę, jeśli chodzi o organizację aktywnego wypoczynku na południu Polski.
Rokrocznie wybieramy miejsca, które chcielibyśmy zobaczyć. Po zeszłorocznym wypadzie do Zakopanego i wejściu na Kasprowy Wierch w moim sercu pozostała ogromna tęsknota. Górskie widoki zapierają dech w piersiach, pozostawiając jednocześnie niedosyt i pragnienie zobaczenia jeszcze więcej.

W tym roku wybraliśmy się do Szklarskiej Poręby, która przywitała nas spokojem i charakterystycznym, górskim klimatem. To miejsce, które nie narzuca tempa — raczej zaprasza, by zwolnić i ruszyć przed siebie. Pociągiem z Gdyni o 23:14 dojechaliśmy na miejsce przed godziną 8:00. Nieco głodni zaczęliśmy szukać miejsca na pierwszy posiłek. Na nasze szczęście o 8:30 otwierała się karczma „Placek czy Golonka”, w której zjadłam chyba największe w swoim życiu śniadanie. Kosztowało 35 zł. Myślę, że tą porcją spokojnie mogłyby najeść się dwie osoby. Trzy jajka sadzone, twarożek, pasta jajeczna, wędlina, dwa rodzaje sera, warzywa, frankfurterki oraz świeże, chrupkie pieczywo.
Młody zamówił naleśniki z serem i musem truskawkowym — równie solidne, puszyste i naprawdę smaczne. Do tego herbata z cytryną i można zaczynać zwiedzanie. 🙂

W pierwszej kolejności wybraliśmy się do Wodospadu Kamieńczyka. Sam spacer rozpoczyna się w zabudowanym terenie Szklarskiej Poręby, ale szybko przechodzi w przyrodę Karkonoszy — lasy świerkowe i bukowe, pod górę, urozmaicone korzeniami i kamienistym podłożem. Po drodze można natrafić na mniejsze wychodnie skalne (granity) z porostami i mchem — typowe dla tej części Sudetów, które nadają szlakowi górski, naturalny charakter.
Pod Kamieńczykiem szlak czerwony przechodzi przez rozdroże, gdzie zbiegają się różne turystyczne odgałęzienia — to dobre miejsce na chwilę odpoczynku. Kulminacyjnym punktem wycieczki był nasz wodospad— najwyższy w polskiej części Karkonoszy o wysokości ok. 27 m, spadający kaskadami do malowniczego Wąwozu Kamieńczyka. Wąwóz ma pionowe, skalne ściany sięgające ponad 25–30 m wysokości i w niektórych miejscach jest bardzo wąski (nawet ok. 4 m)
Podczas pobytu jednym z najbardziej oczywistych wyborów okazał się szlak prowadzący w Góry Izerskie, rozpoczynający się tuż przy Biurze Informacji Turystycznej i wejście na Wysoki Kamień — jeden z najpiękniejszych punktów widokowych w Górach Izerskich. Szlak prowadził spokojnie, bez gwałtownych podejść, pozwalając złapać rytm marszu i w pełni cieszyć się drogą. Im wyżej, tym bardziej odczuwalne było charakterystyczne dla Izerskich Gór poczucie przestrzeni i ciszy..
Początkowy odcinek trasy jest łagodny i dostępny niemal dla każdego, co czyni go idealnym wprowadzeniem do izerskich wędrówek. Z każdym kolejnym krokiem miasto zostaje coraz dalej za plecami, ustępując miejsca ciszy, rozległym przestrzeniom i charakterystycznym dla tego pasma krajobrazom. Góry Izerskie urzekają swoją surową prostotą — nie epatują stromymi podejściami, lecz konsekwentnie wciągają rytmem marszu.
To szlak, który pozwala poczuć harmonię między ruchem a naturą. Długie, spokojne podejścia sprawiają, że ciało pracuje, ale nie protestuje — przeciwnie, domaga się kolejnych kilometrów. Właśnie w tym tkwi cała magia! Zmęczenie miesza się z przyjemnością, a wędrówka staje się celem samym w sobie.
Nagrodą za wysiłek okazała się panorama rozciągająca się z platformy widokowej — szeroka, otwarta, niemal hipnotyzująca. W takich chwilach zmęczenie schodzi na dalszy plan, a całe ciało, choć wyraźnie spracowane, domaga się kolejnych wyzwań. Wysoki Kamień nie tylko zachwyca widokami, ale też pozostawia to dobrze znane uczucie: chęć powrotu na szlak i sięgnięcia jeszcze dalej.
Po wejściu na szczyt, idąc dalej szlakiem żółtym, przemieściliśmy się w stronę słynnego Zakrętu Śmierci. Zejście, w porównaniu z trasą z Kasprowego Wierchu, było znacznie lżejsze i niewymagające. Na trasie mijaliśmy jedynie kilka osób, co dodatkowo potęgowało wrażenie spokoju.
Góry Izerskie to idealne połączenie dla tych, którzy szukają aktywnego odpoczynku bez pośpiechu — z przestrzenią na oddech, myśli i prawdziwe bycie tu i teraz. Zdecydowanie wędrówki po tutejszych szlakach mogą być świetną zachętą do górskich wypraw z dziećmi.
Szklarska Poręba może pochwalić się mianem doskonałej bazy wypadowej w wiele innych miejsc oraz na liczne szlaki prowadzące na okoliczne szczyty. Posiada także świetne restauracje, które po tym wyjeździe mogę szczerze polecić. Jedną z nich jest „Niebo w gębie” — lokal, w którym nie zapłacisz kartą, a jedynie gotówką, jednak jedzenie z nawiązką wynagradza tę drobną niedogodność. Duże porcje, ceny na średnim poziomie, a do tego sposób serwowania posiłków i miłe bonusy w postaci pysznych nalewek robią naprawdę dobrą robotę.

Na najwyższe podium zasługuje jednak restauracja Kamienny Piec, serwująca wyśmienitą włoską pizzę oraz oferująca możliwość zakupu regionalnych piw. Do tego deser, który ledwie zdołaliśmy zmieścić. W tym miejscu zapłacisz wyłącznie kartą — gotówka nie jest przyjmowana.
Do tego dochodzą zachęcające ceny długich i ciepłych skarpet z alpaki (15 zł), pyszne, świeżutkie i jeszcze ciepłe kołacze z ulicznych budek, a także szeroki wybór apartamentów z widokiem na górskie pasma. Wszystko to sprawia, że z pewnością będziemy tu wracać.


























Dodaj komentarz